czwartek, 20 sierpnia 2015

Pierdol studia, zostań blogerę

Gdyby nie moja niechęć do sieci na początku jej istnienia w Polsce, pewnie zamiast do szuflady, uzewnętrzniałabym się tutaj całemu światu.

Ale nie - miałam ambicje... Ambicje wyjechania z rodzinnego miasteczka do większego, a że Poznań był zdecydowanie za blisko, trafiło na Łódź. I przyjechałam sobie tu w 2007 roku i tak sobie siedzę.

Na studia się dostałam, to już skoczyłam, no bo nie lubię stosunków przerywanych, więc trzeba było je dokończyć.

Co zabawne, w grupie jakiej byłam, tylko 2 osoby, w tym ja, nie miały wówczas ani komputera ani dostępu do sieci... Jaskiniowce! O tym jak bardzo byłam wstecz, zorientowałam się dopiero na drugim semestrze, kiedy to przychodzę sobie jak to ja spokojnie na zajęcia, a cała grupa zakuwa pod salą. WTF??

No cóż... Okazało się, że mieliśmy jakiegoś wspólnego maila, na który wykładowca wysłał mail z treścią, że na najbliższych zajęciach ma zamiar sprawdzić naszą wiedzę. Naszą wiedzę? Haha a to dobre - jaką wiedzę, jak ja nawet zeszytu nie miałam... No nic, trzeba było przyjść w kolejnym terminie i zaliczyć to dziadostwo.

Jednak wtedy zapaliła mi się lampka... I taki bunt wewnętrzny! Czemu ja muszę mieć komputer z dostępem do sieci, aby wszystko wiedzieć? Przecież ja nie chcę całymi dniami siedzieć przed kompem, po co to komu?

No nic, chcąc nie chcąc, trzeba było znaleźć pracę (nie powiem, fuksło mi się) i w miesiąc na lapka zarobiłam. Wyborem modelu zajął się mój brat, była i jestem zielona jeśli chodzi o sprzęt, jakoś mnie to nie jara. Dla mnie ważne, żeby chodził szybko, miał spoko grafikę i zajebiste głośniki. I taki dostałam ;)

Na początku służył mi jedynie do pracy i do szkoły. Z czasem (długim czasem), net stał się czymś wciągającym. Pojawiły się jakieś portale społecznościowe, komunikatory, GG, Skype, NaszeKlasy i wreszcie Facebook...

Facebook trochę mnie pochłonął...

Następnie YouTube - trafiłam przez przypadek na kilka fajnych kanałów. Chyba zaczęło się od Matura To Bzdura, potem jakoś tak Lisie Piekło, Abstrachuje, Szparagi, Martin, CyberMarian, itp. itd. - było ich caraz więcej, ich kanały coraz kreatywniejsze, że aż sama się zajarałam i spróbowałam swoich sił na YT ;)
Nie powiem, nie spodziewałam się, że jeden z moich filmów wywoła aż taką falę wyświetleń i skrajnych emocji. Nie wszyscy zrozumieli, ale spora część obejrzała. Hejtów cała masa i ok ;) Ale czy to moja bajka? Nie wiem, jakoś brakuje mi dobrego montera chyba i na jakiś czas projekt EA został zawieszony.

W trakcie jarania się youtubem przez przypadek na fejsie wyskoczyła mi jedna blogerka. I nie była to Maff, jakbyście mogli się spodziewać, choć i na nią w końcu trafiłam. Była to Ania - finalistka konkursy Ewy Minge i jednocześnie jej fejsbookowa ambasadorka marki. Zaciekawiło mnie to, weszłam i... i wsiąknęłam. Jej blog odwiedzam regularnie, bo jakby to ona mnie "wciągnęła" w blogowanie. Może to złe określenie. Bardziej zainspirowała mnie do tego i sama zaczęłam, a że miałam doświadczenie, małe bo małe, ale zawsze jakieś już z blogowaniem w pracy, to nie było to aż takie trudne.

Łącznie miałam chyba z 5 blogów.

Aktualnie prowadzę 2 i na tym pozostańmy. Jeden profesjonalny-specjalistyczny, drugi - taki mój po prostu. Żeby się wygadać. W końcu mamy czasy nadmiernego ekshibicjonizmu, kiedy to każdy chce się pokazać - jak nie na fajsie znajomym, to na blogu, vlogu, snapie i innych. Big Brother w pełnej krasie ;)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz