piątek, 29 stycznia 2016

DZIECKO!!! AAAAAAAAAAA!!!

I jest!

W końcu jest! Choć wciąż w to nie wierzę, że w moim brzuchu zmieścił się taki DUŻY  i cudowny szkrab!

Choć okresu ciąży wspominać specjalnie nie będę - wcale nie jest tak pięknie jak widzimy to na zdjęciach w kolorowych magazynach czy na stronach internetowych... Jest to dość gówniany okres, kiedy wartość kobiety w jej własnych oczach nieco spada.

No wyobraź sobie - całe życie dbasz o nienaganną sylwetkę, w ciąży dbasz jeszcze bardziej a mimo to wyglądasz jak jakiś wieloryb! I nie ważne co robisz - waga rośnie i rośnie, a ciuchy się perfidnie zmniejszają! Aż w końcu zostają Ci trzy pary workowatych, ciążowych spodni i tyle samo bluzek czy swetrów... Można popaść w depresję jak nic! Zwłaszcza, kiedy chcesz kupić sobie niedrogie ciuchy ciążowe w H&M - wież mi - znajdziesz je w kolorach czarno-szarych!!! Heh... Nic dla reggae mam...

Poród?

Heh... nic nie poszło jak bym chciała! I powiem Wam coś - nie nastawiajcie się na planowanie porodu - nic z tego nie wyjdzie, chyba że macie umówioną na dzień i godzinę cięcie cesarskie. Jeśli nie - to nie łudźcie się, że uda się Wam coś zaplanować. Ale uspokoję Was też - nie ważne ile będzie trwać poród - to tak w cholerę boli, że poczucie czasu Was opuści na dobre. Powiem więcej - po urodzeniu dziecka wszystkie dni są takie same do tego stopnia, że również nie będziecie wiedziały czy to poniedziałek czy już piątek... Czas przestaje mieć znaczenie. Jedynie patrzysz na zegarek, żeby mniej więcej określić czy płacz dziecka może być spowodowany zbyt długą przerwą w karmieniu.

Dochodzenie do siebie po porodzie?

Nie ma lekko! Zanim się ogarniesz, minie trochę czasu. A obowiązków coraz więcej! A snu coraz mniej. Im mniej śpisz, tym bardziej jesteś zmęczona. Zmęczona mama to nieefektywna i płaczliwa mama. A taka mama, to płaczliwe dziecko. Więc czym prędzej trzeba się ogarnąć! Ale spokojnie - jeśli macie wsparcie w postaci swojej mamy, to jesteście uratowane. Nie dość, że przyjedzie, to pomoże, ugotuje, nakarmi i Ciebie i dziecko, przewinie, uśpi, poradzi, odciąży i nauczy opieki nad maluchem. Bez tego baby blues i depresja murowana!

A jak już się nieco oswoisz, że masz takiego małego, bezradnego człowieka w domu, możesz w końcu nieco zadbać o siebie, bo chcesz czy nie, takie oddanie się dziecku odbija się na naszym wyglądzie, a my przecież jesteśmy mamami naszych pociech, a nie ich babciami!

Czy jestem szczęśliwa?

Jak cholera! Mimo zmęczenia, bólu i głodu - bardzo! I z niecierpliwością czekam pierwszych słów maleństwa! ;)


piątek, 18 grudnia 2015

Długa przerwa?

No tak to jest, jak się chce prowadzić 3 blogi i z doskoku jeszcze pomagać przy kolejnych 2 to potem coś jebnie. I tak właśnie jebnął ten blog.

Czy to oznacza, że już go nie będzie?

Nie, no będzie sobie dalej.

Ale niekoniecznie będzie on regularny. Poza tym jestem już w 38 tygodniu ciąży! I co robię większość czasu? Hmmm...

  • śpię - jak tylko mogę to śpię i to wcale nie dlatego, że chcę, po prostu to jest silniejsze ode mnie, a jak się przetrzymam kilka dni z rzędu i nie śpię i działam na pełnych obrotach to i tak w końcu walnę się na poduszkę (jak dziś) i prześpię pół dnia!
  • piszę posty na inne, tematyczne blogi - bo są ciekawsze i Wy też wolicie czytać raczej tamte niż przemyślenia jakieś tam nieznanej nikomu Joanny.
  • robię zdjęcia na inne blogi - tak, czytam coraz więcej nt. robienia dobrych zdjęć (bo wciąż moje próby ich obróbki są do dupy, trochę dla tego że mój komputer ma już swoje lata i nie każdy dobry program chce na nim chodzić i trochę, bo na razie nie mam hajsu na nowy, choć coś po nowym roku trzeba już jednak pomyśleć nad ratami na jakiś komp)
  • myślę, tworzę strategie działania blogów, staram się wcielać w odbiorcę danego bloga i dopasowywać kontent :P
  • oglądam serial - tak, po długiej przerwie wróciłam do serialu Supernatural (sezon 11!)
  • coś tam ugotuję,
  • trochę mniej posprzątam - a bo mając taaaką kulkę cholernie trudno jest się schylać,
  • trochę pomarudzę, że trenować w grudniu nie mogę, bo mnie kuźwa podbrzusze boli, nogi mam z waty, a kondycję do dupy,
  • gadam przez telefon ze wszystkimi, bo wszyscy sprawdzają czy już rodzę a może nawet już urodziłam i chamsko się nie chwalę,
  • wysłuchują 150 mądrych rad o wychowaniu dziecka i o trudach macierzyństwa i nawet już o kupkach, chociaż moje dziecko jeszcze jej nie zrobiło, ale wiecie - przecież warto już wiedzieć czym to śmierdzi,
  • i tak dalej i tak dalej... 
Ciekawe co, nie? :P

A jak już mnie weźmie na przemyślenia, to pomyślę, pomyślę i zamiast to napisać, to ja sobie myślę, a potem zapominam, co chciałam tu napisać, tak jak dziś, przez co mamy post o niczym. 

No ciąża to na tyle dziwny stan, że nawet jeśli ma się MEGA pamięć, to pod koniec człowiek czuje się już tak wypompowany i wymięty, że jego mózg przypomina już chyba taki mikro orzeszek laskowy, niezdolny zapamiętać czegokolwiek, nie wspominając już o ubytkach słownych (no, jak to się nazywa, kurde no, takie coś, że... - no masakra - lepiej milczeć).

Dobra to ile do końca roku i poznania porodu? OOoo niby 13 dni... Dobra, może damy radę w terminie, może przed, może po... No jakoś tam coś naskrobię chyba, a jakby nie to WESOŁYCH ŚWIĄT I SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!

poniedziałek, 16 listopada 2015

Świat jest sam sobie winien

Tak.

I mam dość czytania tych wszystkich informacji nt. zamachów, gwałtów, otwierania i zamykania granic, wpuszczania zamachowców w otwarte ramiona państw europejskich...

Świat sam tego chce.

Świat na to pozwala.

Nikt nie jest sprawdzany. Bo przecież mamy otwarte granice dla WSZYSTKICH.

Czyli WSZYSTKO jest możliwe.

Zatem powtarzam:

"Świat sam tego chce.

Świat na to pozwala."

I żadne "solidaryzujące" zdjęcia na portalach społecznościowych tego nie zmienią.

Współczucie?

Nie rozśmieszajcie mnie. Jak się lepiej czujesz, ze wstawisz sobie taki czy inny napis na tablicy społecznościowej, to sobie wstawiaj. Ale niczego on nie zmieni. To tak jak karmienie ludzi głodych lajkami i udostępnieniami.

TAK! Polubiłem/Polubiłam - jestem lepszym człowiekiem!
TAK! Udostępniłam/Udostępniłem - teraz świat się zmieni, usłyszą nas i zareagują!

TAK? Gówno prawda. Chcesz pomagać? To jedź pracować jako wolontariusz.

Pomagaj REALNIE, nie WIRTUALNIE! 

Wirtualnie to pomagasz swojemu EGO. Sobie. I żyjesz dalej w kłamstwie i obłudzie, że coś robisz.

P.S.
Tak - w swoim życiu REALNIE pracowałam jako wolontariusz pomagając innym, a nie biernie siedząc i WIRTUALNYMI klikami udaję, że coś robię, żeby moja tablica ładnie wyglądała!

Dziękuję, wypowiedziałam się.

niedziela, 15 listopada 2015

Pracoholizm (mamuśki) to choroba

Jestem chora.

Ile osób się przyzna?

Ja nie umiem odpoczywać. Mój mózg non-stop chodzi na pełnych obrotach. Myśli, analizuje, tworzy.

Spanie i nic nie robienie to dla mnie strata czasu. Bolesna strata. Nie do odzyskania.

ALE pojawia się też zmęczenie. Psychiczne i fizyczne. Takie, które bez odpowiedniej higieny psychiczno-fizycznej jest straszne do wytrzymania.

Odczuwacie prawdziwy fizyczny ból spowodowany pracoholizmem, choćbyście cała życie pracowali tylko na dupie przed komputerem! Odczuwacie napięcie. Stres. Czasem brak satysfakcji, kiedy jesteście już na skraju wyczerpania pracą.

Można powiedzieć, że jak się robi, to co się lubi, to nie jest praca.

I tak i nie.

Mniej się męczymy. Nie zmuszamy się. To fakt.

Ale każdy organizm musi co jakiś czas zwolnić obroty, bo się spali.

Na ostatnim etapie ciąży właśnie czuję, że się spalam. Nie mam już siły, chce mi się spać, wszystko mnie denerwuje.

Z jednej strony chcę wszystko dokończyć przed rozwiązaniem, z drugiej pomału zaczyna mi wszystko wisieć i chcę się zamknąć w odosobnionym miejscu, gdzie nikt mnie nie znajdzie.

Hormony szaleją.

wtorek, 20 października 2015

Potrzeby dziecka

Po "nawiązaniu" kontaktu z dzieckiem, które noszę w sobie, mam do maleństwa inny stosunek niż przed ciążą, a nawet niż na samym początku ciąży.
Oczywiście, huśtawki nastrojów się zdarzają, w końcu hormony pracują.
Jednak im bliżej naszego spotkania, tym bardziej widzę, jak moje potrzeby schodzą na dalszy plan, a potrzeby dziecka są najważniejsze...

Też tak macie?

Pojawia się też lęk, którego wcześniej nie było - czy aby na pewno wszystko jest w porządku? Czy dobrze leży, oddycha, się czuje?
Czy donoszę do końca?
Czy sport nie zaszkodzi?
Czy jem dobrze dla dziecka?
Jak ono się czuje?

I tak dalej i tak dalej...

Pojawiają się też pytania o poród - jak to w praktyce wygląda? Czy rozpoznam skurcze i będę je dobrze odliczać? A co jak się zacznie w domu? Rany!

Jest tyle porad w necie i aż głowa puchnie! Niby poród to nie tak hop siup, ale wiadomo - jak się jest w pierwszej ciąży, to wszystko nieco bardziej przeraża...

Poza tym... jak już się urodzi - czy dam sobie radę?

Patrząc na świat, widać że wszyscy dają sobie radę... lepiej lub gorzej, ale dają. Więc teoretycznie dam radę.

sobota, 17 października 2015

Rodzić po ludzku - ale gdzie???

No właśnie, czas nagli, nie da się też na tym etapie związku Matka-Dziecko umówić, że spotkamy się tego i tego dnia o danej godzinie, ja będę wtedy przeć, Ty będziesz się pchać i tak oto 15 minut i będziemy sobie w oczka patrzeć...

Słucham i czytam. Czytam i słucham i głupieje już!

Łódź - takie duże miasto, a tak mało ludzi. Podkreślam - LUDZI.

Okazuje się, że rodzić po ludzku nie znaczy rodzic w danym miejscu.

Rodzic po ludzku znaczy jeden z poniższych punktów:

  1. masz znajomego lekarza w danym szpitalu, który się Tobą zaopiekuje,
  2. masz znajomą położna w danym szpitalu, która się Tobą zaopiekuje,
  3. masz sporo hajsu na wydanie i idziesz sobie do prywatnej kliniki/szpitala i tam sobie rodzisz w miłej i przyjaznej atmosferze, bez pośpiechu,
  4. masz sporo hajsu i mieszkasz w innym niż łódzkie województwie, gdzie znajdą się położne do odbioru porodu w domu - a w domu jak to w domu - znasz to miejsce, czujesz się komfortowo, nikt Cię nie popędza, masz czas,m ciszę, spokój - wszystko.
Kiedy tworzy się nowy punkt w mieście czy na osiedlu - aby przyciągnąć uwagę Klienta, oprócz standardowych usług w konkurencyjnych cenach, musi się on czymś WYRÓŻNIAĆ!

I tak oto wczoraj miałam przyjemność odwiedzić nowy szpital w Łodzi - Pro Familię. 

Piękny, duży, nowoczesny szpital z uśmiechniętym personelem, gotowym odpowiedzieć na każde pytanie.

Po wstępnej rozmowie otrzymuję ulotkę, a w niej takie oto piękne, wyróżniające ten szpital od innych szpitali zdanie:

"WIEMY TAKŻE, ŻE CHCIAŁYBYŚCIE, ABYŚMY BYLI CIEPLI I CIERPLIWI. SPEŁNIMY WASZE OCZEKIWANIA. BO NIKT NIE MOŻE ZEPSUĆ NAJPIĘKNIEJSZYCH DNI."

???

Dlaczego?

Ja się pytam DLACZEGO to, że my - przyszłe matki - chcemy, aby personel był ciepły i cierpliwy, ma wyróżniać jakikolwiek szpital? Jakąkolwiek placówkę??

Przecież to jest OCZYWISTE!!!

Poród to dość stresująca, nieco krępująca dla nas sytuacja w życiu, w której jak najbardziej oczekujemy wsparcia, uśmiechu, potrzymania za rączkę, podpowiedzi oraz CZASU. Poród naturalny to nie takie chop siup, zwłaszcza dla kogoś z zerowym doświadczeniem! 

Czy tak trudno to zrozumieć i uszanować?

Nie. Nie oczekuję luksusów ani szampana po urodzeniu dziecka. Jedyne czego kobieta pragnie w takiej chwili to: CZAS I POCZUCIE BEZPIECZEŃSTWA.

Jeśli znacie dobrego lekarza czy położną - podzielcie się tymi informacjami. Chodzi mi o LUDZI, ciepłych, cierpliwych i wyrozumiałych LUDZI, którzy rozumieją kobietę w ciąży i podczas porodu...


środa, 14 października 2015

SELPUBLISHING W POLSCE!

Chcesz wydać książkę albo tomik wierszy, który właśnie napisałeś?

Masz w dłoniach arcydzieło jakiego świat nie widział?

Zgłoś się do wydawnictw typu: SELPUBLISHING czyli w wolnym tłumaczeniu: WYŚLIJ NAM SWOJE GÓWNO, ZAPŁAĆ, A MY JE CI WYDAMY!

DLACZEGO TAK?

Kurde, w dobie dzisiejszej (tak - teraz wszystkie polonistki się jeżą za sformułowanie "w dobie dzisiejszej"), w świecie internetu i nieskończonych możliwości, każdy może być każdym jeśli tylko wyłoży hajs na stół!

Dajesz hajs, my Ci damy usługę. A czy będzie ona coś warta czy gówno warta, chuj ich to obchodzi, bo im się tylko hajs musi zgadzać. Doradztwo? Phi - wystarczy, że zamachasz plikiem banknotów i wszystkie wydawnictwa selfpublishingu Cię kochają i całują po stópkach!

No dobrze - teraz większość autorów się na mnie obrazi, ale... LUDZIE!

Nie czepiam się tylko książek, tak jest w każdej dziedzinie - tworzysz apkę z myślą, że jest zajebista. Jest? Nie wiem, może i jest. Ale to rynek zweryfikuje zajebistość Twojej aplikacji. Możesz ją podsyłać, rozpowszechniać, rozmawiać z Aniołami Biznesu, jeździć na Business Datingi, itp. Jasne - być może ktoś zobaczy potencjał, który widzisz i Ty i coś się z tego urodzi!

Ale nie licz na to, że Twoja aktywność w postaci zapłacenia wydawnictwu za wydruk książki przełoży się na zyski bez Twojej pracy! Selfpublishing tak nie działa. Selfpublishing to tylko wydanie książki. Niby się tak pięknie mówi o szerokiej dystrybucji na kraj albo i cały świat... Tsa, jasne. Chcesz dystrybucję? Chcesz zwiększyć sprzedaż? To działaj!

Baw się sam w e-marketing albo wynajmij kogoś i działaj! Selfpublishing może co jedynie promować się poprzez Twoje dzieło, dziełko albo co tam stworzyłeś - ale ręki do Twojego sukcesu nie przyłoży, ale zgarnąć dodatkowy zysk - o to już są pierwsi! Pierwsi do wyłącznych licencji i pierwsi do nie brania odpowiedzialności za swoje zaniechania!

Nie zniechęcam - tylko pokazuję jak to wygląda!

Także przemyślcie dwa razy, poczytajcie opinie i przede wszystkim czytajcie umowy!