Wszędzie wszyscy pieją dookoła, że na studia iść trzeba, edukować się trzeba i tytuł magistra zdobyć trzeba... I co dalej? Co mają zrobić Ci biedni ludzie, którzy posłuchali tego tłumu ryczących owiec, że studia są najistotniejsze w życiu i że bez studiów nic nie osiągną, dlatego poszli na te studia. Wymarzone lub mniej wymarzone i tyrali więcej lub mniej przez 5 lat swojego życia (albo 3 - bo licencjat to też studia wyższe)?
No mają te swoje tytuły, nawet z 5 na koniec. I???
I gratuluję, oto antyrama, włóż papierek, powieś na ścianie, stań obok, zrób sobie zdjęcie i wrzuć dumnie na facebooka - niech inni też wiedzą, że masz wyższe! Ten prestiż! Ten szpan! Jestę Magistrę! Teraz nikt mi nie podskoczy! Teraz będę zarabiał kupę kasy, będę przebierać w ofertach pracy i dyktować warunki, bo jestę magistrę!
Sasasasasa... Weź palnij się w łeb! Obudź się! Albo Ci się fuksnie i uda Ci się trafić gdzieś i zacząć zarabiać może nawet więcej niż najniższa krajowa albo porzuć złudzenia i witaj w brutalnym świecie, gdzie głównie wiedza specjalistyczna i konkretne umiejętności mają rację bytu!
A tak serio - masz plecy? Obyś miał/a dobre plecy - wtedy i bez studiów jest się ustawionym.
Nie twierdzę, że jesteśmy do dupy, ale z ręką na sercu, jeśli jesteś takim szaraczkiem, takim co umie wszystko i nic (jak ja dla przykładu - i coś liznełam z informatyki, coś z programowania, coś z kosmetyki, fryzjerstwa czy zarządzania, a nawet psychologii) i nie ma znajomości to albo musi mieć szczęście albo musi się podrasować w czymś i stać się dobrym albo sorry, musimy schować papierek do kieszeni i zapierdalać w tym, co akurat jest.
Tylko UWAGA! Jeśli masz mgr i chcesz pracować w sklepie, możesz się mocno zdziwić, że nie chcą do Ciebie oddzwonić. No cóż - jesteś trochę przekwalifikowany w ich mniemaniu, więc teoretycznie musieliby Ci więcej zapłacić. Więc albo usuń z CV tytuł albo szukaj pracy gdzie indziej.
Zawód. Tytuł technika.
No ma to jakiś sens. Raz, że uzyskać możesz go szybciej niż tytuł po studiach, dwa - masz konkretną wiedzę i konkretne umiejętności. No hus tam, że samemu trzeba się doszkolić z tego i tamtego i ogólnie poświęcić sporo czasu na doskonalenie się w danym zawodzie, ale tu prędzej znajdziemy pracę. Może nie zaraz za jakieś nie wiadomo jakie kokosy, ale gdzieś się dla nas miejsce znajdzie.
Poza tym możemy też próbować dorabiać/zarabiać chałupniczo oferując swoje usługi. Zawsze dodatkowy pieniądz albo początek drogi do własnego biznesu. Często jest tak, że rynki zawodowe to ograniczone tory, z których każda nowa osoba chce mieć jakiś kawałek. Jeśli satysfakcjonuje nas taki mikro kawałek, to proszę bardzo - dam radę. Ale prawdziwy hajs na zawodzie mają Ci, co albo mają już hajs i mogą sobie spokojnie inwestować dalej albo są nieco bardziej innowacyjni i mogą zaproponować swoim klientom coś więcej niż standardowe usługi.
Wtedy to oni tworzą jakby nowy tort, z którego jest możliwość ukrojenia sobie kawałka.
Spokojnie - torty tworzą nie tylko "zawodowcy". "Tytułowcy" też mogą, a nawet to robią.
KONKLUZJA?
Nie, nie powiem Wam jak krowie na rowie co warto a czego nie warto. Bo nie wiem. Ja pewnie bardziej poszłabym w kierunku wykształcenia zawodowego, ale nie wiem czy tylko i wyłącznie czy jako dodatek do całokształtu.
Sami ocenie co Wy chcecie. A jeśli odpowiecie sobie na to pytanie, że chcecie zarabiać szmal, to od razu mówię, że to nie jest odpowiedź właściwa. Szmal to konsekwencja tego, co Wy robić będziecie. Więc skupcie się raczej na tym, co robić lubicie i róbcie to jak najlepiej potraficie, nie myśląc o konsekwencjach.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz