A czy dziecko nie jest szczęśliwsze, kiedy jego matka jest szczęśliwa?
Wyobraźcie sobie czy obrazek takiej kury domowej z przymusu, nie z powołania, sprawi jakiejkolwiek kobiecie radość? Czy jej życie nabierze przez to większego sensu? Spełni swą życiową misję sprzed setek lat? Nie sądzę.
Umiar.
Słowo klucz. Powtarzane w każdej dziedzinie życia człowieka. Jakoś i w tym przypadku się sprawdza. Wszystko z umiarem. Przecież dziecko ma też ojca. Są też dziadkowie, którzy raz na jakiś czas też z chęcią zaopiekują się takim małym dzieckiem.
Nie chodzi o to, że ja się uwalę na kanapie i będę robić nic, albo wrócę na pełen etat do pracy i tyle mnie widzieliście. Nie. Ja mogę gotować, nawet lubię, ja mogę posprzątać, bo fajnie jest mieszkać w czystym mieszkaniu, ja mogę się opiekować dzieckiem i pewnie nawet będę chciała, ale czasem pojawi się taka myśl: mam kurde dość wszystkiego! I jest ok. Może się pojawić. I to wcale nie znaczy, że jesteśmy złymi matkami czy żonami.
Jak każdy człowiek, my też możemy być po prostu zmęczone. Tak zwyczajnie zmęczone. I niechby ktoś nam powiedział, że przecież my tylko siedzimy w domu. Jak TYLKO, niech sam sobie posiedzi i zobaczymy ile wytrzyma. A kiedy u nas nadejdzie taki kres wytrzymałości, nie bójmy się tego okazać. Zostawmy ojca z dzieckiem na chwilę, wyjdźmy, popłaczmy sobie, potańczmy sobie, pośpijmy sobie. Zróbmy po prostu coś tylko i wyłącznie dla SIEBIE. To nie egoizm. To zdrowie. Zdrowie Twoje i Twojego otoczenia.
Mądry mąż i ojciec zrozumie. Nawet Ci nic nie powie, chociaż sam może przyjść z pracy w ciul zjebany i mieć ochotę też to wszystko kopnąć w kąt. Jednak on zostanie z dzieckiem i pozwoli Ci na czas dla siebie. Bo każdy zasługuje na czas dla siebie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz