I jest!
W końcu jest! Choć wciąż w to nie wierzę, że w moim brzuchu zmieścił się taki DUŻY i cudowny szkrab!
Choć okresu ciąży wspominać specjalnie nie będę - wcale nie jest tak pięknie jak widzimy to na zdjęciach w kolorowych magazynach czy na stronach internetowych... Jest to dość gówniany okres, kiedy wartość kobiety w jej własnych oczach nieco spada.
No wyobraź sobie - całe życie dbasz o nienaganną sylwetkę, w ciąży dbasz jeszcze bardziej a mimo to wyglądasz jak jakiś wieloryb! I nie ważne co robisz - waga rośnie i rośnie, a ciuchy się perfidnie zmniejszają! Aż w końcu zostają Ci trzy pary workowatych, ciążowych spodni i tyle samo bluzek czy swetrów... Można popaść w depresję jak nic! Zwłaszcza, kiedy chcesz kupić sobie niedrogie ciuchy ciążowe w H&M - wież mi - znajdziesz je w kolorach czarno-szarych!!! Heh... Nic dla reggae mam...
Poród?
Heh... nic nie poszło jak bym chciała! I powiem Wam coś - nie nastawiajcie się na planowanie porodu - nic z tego nie wyjdzie, chyba że macie umówioną na dzień i godzinę cięcie cesarskie. Jeśli nie - to nie łudźcie się, że uda się Wam coś zaplanować. Ale uspokoję Was też - nie ważne ile będzie trwać poród - to tak w cholerę boli, że poczucie czasu Was opuści na dobre. Powiem więcej - po urodzeniu dziecka wszystkie dni są takie same do tego stopnia, że również nie będziecie wiedziały czy to poniedziałek czy już piątek... Czas przestaje mieć znaczenie. Jedynie patrzysz na zegarek, żeby mniej więcej określić czy płacz dziecka może być spowodowany zbyt długą przerwą w karmieniu.
Dochodzenie do siebie po porodzie?
Nie ma lekko! Zanim się ogarniesz, minie trochę czasu. A obowiązków coraz więcej! A snu coraz mniej. Im mniej śpisz, tym bardziej jesteś zmęczona. Zmęczona mama to nieefektywna i płaczliwa mama. A taka mama, to płaczliwe dziecko. Więc czym prędzej trzeba się ogarnąć! Ale spokojnie - jeśli macie wsparcie w postaci swojej mamy, to jesteście uratowane. Nie dość, że przyjedzie, to pomoże, ugotuje, nakarmi i Ciebie i dziecko, przewinie, uśpi, poradzi, odciąży i nauczy opieki nad maluchem. Bez tego baby blues i depresja murowana!
A jak już się nieco oswoisz, że masz takiego małego, bezradnego człowieka w domu, możesz w końcu nieco zadbać o siebie, bo chcesz czy nie, takie oddanie się dziecku odbija się na naszym wyglądzie, a my przecież jesteśmy mamami naszych pociech, a nie ich babciami!
Czy jestem szczęśliwa?
Jak cholera! Mimo zmęczenia, bólu i głodu - bardzo! I z niecierpliwością czekam pierwszych słów maleństwa! ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz